Jako
wegetarianka byłam mistrzynią w pieczeniu babeczek. Zawsze
przygotowywałam je na szkolne kiermasze, urodziny czy niedzielne
podwieczorki. Zawsze wychodziły perfekcyjnie- miękki wilgotny
środek schowany pod chrupiącą skórką. Po przejściu na weganizm
na szczęście moje umiejętności pieczenia babeczek nie zanikły ;)
Wychodzą równie perfekcyjnie bez udziału jajek i mąki pszennej
(jako wegetarianka głównie korzystałam z tej mąki). Te babeczki
są niezwykłe. Dla każdego kryją w swoim wnętrzu zupełnie inne
smaki. Jedni czują lekką nutę gryki inni banana. Dla mnie te smaki
idealnie się równoważą, a skarmelizowany z wierzchu cukier nadaje
im jeszcze pyszniejszej chrupkości.
ps.
wybaczcie mi, że w ostatnim czasie na blogu pojawiają się same
słodkości. Latem głównie żywię się wypiekami i innymi
słodkościami ;)
