Rok
czy dwa lata temu Tata zabrał mnie na wycieczkę na Podlasie.
Zwiedziliśmy wiele uroczych miejscowości i spróbowaliśmy wiele
miejscowych dań. Botwinkę, którą jadłam w Kruszynianach,
pamiętam do dziś. Podana była z dużą ilością kiszonych
ogórków, jajkiem i dużym kleksem śmietany. W te wakacje również
mam zamiar odwiedzić ten uroczy region. Botwinki już raczej nie
spróbuje, ale to nic, bo jej smak udało mi się odtworzyć w domu :) (Przejście na weganizm nie oznacza życia w torturach z powodu
tęsknoty za dawnymi smakami. Wystarczy trochę chęci i kreatywności
i włala mamy nasze dania w wegańskiej wersji. Bardziej etycznej a
tak samo smacznej. Wystarczy spróbować!). Do
stworzenia podlaskiej botwinki potrzebujemy mocno ukiszonych ogórków
i kilka pęczków botwinki. Co prawda jedzenie takiej botwinki w domu
a na Podlasiu trochę się różni. Brakuje tej magicznej i
tajemniczej atmosfery, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby zapakować botwinkę w słoik i udać się na Podlasie lub zaszyć
się w lesie z naszą botwinką i w spokoju zajadać ja dużą łychą.

