Krótka
historia o magicznym smalcu z fasoli, który podbił serce mojego
mięsożernego brata:
Mój
brat zapowiedział się, że przed
świętami
przyjedzie na kilka dni. Wcześniej przez
telefon opowiadał
mi, jak w sklepie widział wegetariańską szynkę i zastanawiał
się, jak coś takiego może istnieć. Wegetariańska szynka to
przecież nie szynka! Tylko jakieś papkowate nie wiadomo co! Ja, jak
zwykle uparcie powtarzałam, że wegańskie jedzenie jest bardzo
smaczne
i że jak przyjedzie, to sam się przekona. Wieczorem przygotowałam
ciasto dyniowe z
kremem słonecznikowym,
a całą noc moczyłam fasolę na smalec. Ku
mojemu zdziwieniu, z 3 przygotowanych na święta słoików, został
tylko jeden słoiczek smalcu. Mój brat był tak zachwycony, że
chciał wziąć jeden słoik do Warszawy (oczywiście mu nie dałam,
bo nic by wtedy nie zostało na święta..).
Podsumowując,
ten
smalec nie potrzebuje ukwieconego opisu, jest po prostu p r z e p y s
z n y. I obiecuje wam, że każdy mięsożerca się nim zachwyci! :)
